poniedziałek, 28 października 2013

Część pierwsza.

Co myśli człowiek, który stoi nad grobem osoby, z którą chciał spędzić resztę swojego ponoć kompletnie bezsensownego życia? To pytanie od jakiegoś czasu towarzyszyło mi nieustannie, zaprzątało mi niechlujnie myśli, mącąc prawie idealny spokój. Jak na złość przychodziło tuż przed zaśnięciem, gdy trzymałem ją w swoich ramionach.

Strasznie chuda, powiedziałbym, że wychudzona. Mimo, że miała to w genach, moja mama przy każdym obiedzie, na który ją zabierałem pytała, czy ona w domu chociaż coś je. Zawsze też namawiała ją na dokładkę, bo przecież dla niej wyglądała jak anorektyczka. Ja nie miałem z tym problemu, była całkowicie normalna, nie mogłem powiedzieć nic innego jak – dla mnie perfekcyjna. Ciemne, sięgające gdzieś niedaleko za jej tatuaż na łopatce włosy. Codziennie się śmiałem, gdy prostowała je namiętnie prostownicą, bo nigdy nie była zadowolona z tych swoich naturalnych - lekko skręconych. Blada i tak cienka, że prawie przezroczysta skóra, którą uwielbiałem czuć pod swoimi dłońmi. Wyryta czarnym tuszem, tuż pod jedną z łopatek, a właściwie lewą…tak jestem pewny, że właśnie pod nią, sentencja – „Nic nie trwa wiecznie” w języku francuskim. Fascynowała się tym krajem okropnie. Sam nie wiem nawet czemu, w końcu rzadko kiedy ją rozumiałem. Mimo faktu, że ponoć byłem wykształconym dorosłym człowiekiem. W innym świetle po prostu wyrośniętym, nierozumiejący świata bachorem, zbyt pyskatym, zbyt nerwowym, zbyt szybko przywiązującym się do ludzi. Jakby nie patrzeć, do niej też, choć nie byłaby to sprawa, której mógłbym żałować. Ale przecież wszystko co jej dotyczyło, związane było z szybkością życia…i z szybkością przemijania. Tak często powtarzała, że nie chce tracić choćby sekundy na zamartwianie się, skoro nie ma to najmniejszego znaczenia. Nie trwoniła też zbyt dużo swojego cennego ponoć czasu na sen. Gdy prosiłem ją, by położyła się obok i odpoczęła trochę więcej niż cztery godziny, rzucała mi na odczepne: „Wyśpię się w grobie”. Podchodziłem do niej wtedy, całowałem czubek jej głowy i odpowiadałem, że nie zasnę ponownie, jeśli nie przyjdzie do łóżka. Biorąc pod uwagę wszystko, tylko uśmiechała się dużo i często. Gdy kiedyś spytałem, czemu ciągle to robi, odpowiedziała dość klarownie, że to darmowy sposób na sprawienie radości innym- jedyne co może dać każdemu bezinteresownie, i tak samo bezinteresownie dostać. Ale to przecież nie był jedyny taki przypadek. Ona prawie za każdym razem znajdowała odpowiedzi w najprostszych formach, a mimo to nie potrafiłem zrozumieć jak to robi. Nie wierzyłem, kiedy próbowała wytłumaczyć mi w miarę prosto – prawie jak przysłowiowo krowie na miedzy - że życie mamy jedno, więc trzeba wykorzystać je jak najlepiej. Powtarzała teksty o kruchości naszego istnienia, szczególnie gdy wpadała w swój melancholiczny nastrój. Robiłem jej wtedy gorącą czekoladę i wsłuchiwałem się w jej słowa, których często nie rozumiałem, a trzeba zaznaczyć – nie mówiła o pierdołach, o nowej sukience koleżanki z pracy, czy kłopotach sąsiadki naprzeciwko z mężem pijącym zbyt często. Zachwycałem się miarowym biciem jej serca, które tak przyspieszało, gdy muskałem, choćby najdelikatniej, wargami jej szyję. Lubiła chyba mnie przytulać, bo robiła to najczęściej. Całowała mnie też, stając na palcach, w sam czubek nosa. Marszczyłem go wtedy, po czym kierowałem usta na te, należące do niej samej.

Kochałem ją. Niezaprzeczalnie. Była to jedyna rzecz, której byłem pewny od początku do końca. Bez względu na pogodę, czy niepogodę, nastrój lepszy, czy ten gorszy, a nawet na nasze sprzeczki, których liczba musiała przekroczyć okrągły tysiąc. Uczucia względem niej, odkąd powiedziałem te dwa słynne słowa stanowiące ponoć o sile relacji, nie drgnęły choćby o milimetr. Nigdy nie zmalały, ale i nigdy nie przekroczyły określonej bariery. Ale to pewnie dlatego, że chyba jej nie było tak w rzeczywistości. Nie da się w końcu kogoś kochać za bardzo, albo za mało. W tej sytuacji nie jest jak ze słodzeniem kawy, gdy wsypujemy cukier łyżeczką, pytając kogoś, czy przypadkiem nie będzie zbyt gorzko. Albo się kogoś kocha, albo nie. Ja kochałem.

Witam wszystkich!
To moje nowe konto i zapomniałam kompletnie jak zaczyna się robić wszystko od zera :)
Historia, którą postanowiłam opublikować nie wydaje się być wielce wyjątkowa, czy nadzwyczajna. Nie spodziewajcie się fajerwerków, czy ogromnych zwrotów akcji. Nie będzie też to nic długiego, planuję coś około pięciu dość krótkich części. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko polubicie to opowiadanie tak samo jak ja.
Pozostawiam Wam do oceny część pierwszą.
Pozdrawiam ciepło wszystkie moje "stare" czytelniczki z poprzedniego konta, jak i ludzi, którzy są tu po raz pierwszy :)


7 komentarzy:

  1. WOW!...
    To takie pierwsze słowa, które cisną mi się na usta tak na świeżo, po przeczytaniu tej części. Niby podobnej do Twoich poprzednich (szczególnie widzę pewne podobieństwo do opowiadania z Joe Hartem), ale jednak inne, subtelniejsze. Bardzo mi się podoba, podobnie jak wystrój bloga i Twój nowy nick, który też oddaje Twojego ducha:) Czekam na więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW!
    Poczekaj... Pozbieram tylko szczęke z podłogi okej?......

    Twój najlepszy prolog ever. Serio. Bardzo mi się podoba. Aż mnie korci, żeby poznać całą historię. Przez ten prolog biją tylko uczucia, a ja je wszystkie chce poznać xd
    Co do długości opowiadania masz u mnie mega plus bo ostatnio to mam sentyment do takich opek - jakos brak w nich zbytecznych watkow, jesli wiesz co mam na mysli :)
    Pozdrawiam i czekam na nowosc :*

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW!
    Sorki, nie chciałam burzyć tak pięknego porządku :P Ty już znasz moją opinię na temat tego tekstu. Z przyjemnością przeczytałam go jeszcze raz :) Jest cudowny i wierzę, że kolejne części będą takie same, albo nawet lepsze

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW!
    (No co, chyba nie pozostało mi nic innego jak skopiować ten tekst.:D)
    To jest cudowne! A ostatnie dwa zdania, niby normalne, logiczne, składające się z zaledwie kilku słów, a mimo to chyba najbardziej genialne i w jakiś sposób brutalne. Jeśli wszystkie części będą takie jak ta, to strasznie żałuję (i już zapowiadam żałobę), że będzie ich tylko 5. :<
    Jeden z najpiękniejszy, jak nie najpiękniejszy, prolog, jaki w życiu czytałam. Nie mogę doczekać się części drugiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW!
    (Jak wszyscy to wszyscy :D)
    Zakochałem się w tym prologu, szczerze mówiąc jeszcze żaden nie zaciekawił mnie tak jak ten! Życzę szczęścia w pisaniu i czekam z niecierpliwością na drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow!
    ( nie będę się wychylać :D)
    Wiesz dobrze,że uwielbiam to jak piszesz, te fragmenty co mi wysłałaś były genialne,a ta część.. nie mam słów by to opisać,więc posłużę się małym porównaniem! Ta część jest tak samo niesamowita jak gol strzelony przez Alexisa w GD!
    Pisz szybko kolejne części,bo zżera mnie z ciekawości jak tam dalej będzie :*
    PS. Ostatnie zdania takie prawdziwe i piękne. Aż wysłałam je pewnej osobie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam za spam ale nie mogłam znaleźć spamu:
    Zapraszam na : On the Other Side: Rozdział II http://on-the-other-side-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń